#52 2012-01-25

Jak człowiek ma się nie zmienić, jak po głowie krążą mu dziwne myśli... "A może chce mnie sprawdzić?", "A może to już koniec?"... A to dopiero czwarty dzień bez niej. Zdarza mi się zgadaćdo niej na gadu, ale to sporadycznie i zazwyczaj dołuje mnie jeszcze bardziej. Ja to przetrwam, ale nie pozostanie to bez wpływu na mnie.


Na szczęście "spokój" odnalazłem w książce. Śmieszna sprawa, siedzieć na lekcji polskiego i z szafki wziąć książkę, która potem okazuje się być niezwykle ciekawą. Wczytuję się w nią, wnikam do jej świata, podstawiam pod bohaterów znajomych, siebie i tak jak oni przeżywam opisywane tam sytuacje. Lepiej tak, niż siedzieć przygnębionym nad nieistniejącymi problemami i wymyślaniem sobie nowych, jeszcze gorszych.


#51 - "Zmieniłeś się" 2012-01-24

Jednego dnia dowiedzieć się od dwóch najbliższych osób, że się "zmieniłem". O tak, dzień 19-stych urodzin. Było, minęło, 20 stycznia, nie będę o tym opowiadał.


W każdym razie według pierwszej z osób (Ola <3) zmieniłem się na lepsze, otwarciej mówię o uczuciach, bla bla bla. Tak, faktycznie. Od drugiej najbliższej osoby, mojej dziewczyny dowiedziałem się, że się zmieniłem właśnie, gdy otwarcie wyznałem jej co 'mnie boli'. Nie powiedziała czy to zmiana na lepsze, ale chyba tak to odbiera.


Nie chce mi się. Nie mam już sił oszukiwać się, że jest dobrze, kiedy nie jest. Czuję się osamotniony i bezradny. Istnieję tylko, gdy inni czegoś ode mnie potrzebują...


 


#50 - Sylwestrowo-Jubileuszowa 2012-01-01

Nowy rok, nowe postanowienia, nowe nadzieje...


Próbuję wydostać się z tego 'swojego świata', chociaż gdybym naprawdę próbował, to by mi się udało... Ale nic z tego. Odniosłem nawet dzisiaj wrażenie, że potrzebna mi pomoc psychologa.


Będzie krótko, odeszła mi chęć do pisania notki.


Rok 2011 ? Pomimo wszystko na plus. 
Osiemnaste urodziny,
prawo jazdy którego już nie zrobię,
poznałem najwspanialszą dziewczynę która teraz jest moją dziewczyną (dokładnie wczoraj minęły 4 miesiące),
ponowiłem kontakty z Olą,
no i chyba dotrzymałem zeszłorocznych postanowień sylwestrowych.


Impreza Sylwestrowa? Ja i mój świat. A wokoło pijani ludzie. To jest jakiś koszmar, jak niektórzy zachowują się pod wpływem alkoholu. No ale nie chce mi się o tym rozpisywać. Grunt, że nie musiałem się martwić o Paulinę.


Rok 2012 ? 
No tak, no jednak nie udało mi się spełnić wszystkich postanowień, dlatego postaram się w tym roku.
Znaleźć pracę. Nawet jakbym miał robić w weekendy, po 12h... 
Wyprowadzić się... Byłoby fajnie, jeszcze bardziej zamknąć się w swoim świecie (kurde no, gdybym mógł spotkać samego siebie, na pewno bym go nie polubił...). 
Byłoby jeszcze fajnie odwiedzić Olę, pojechać pociągiem za te 54zł w jedną stronę... Może, zobaczymy.


Teraz z chęcią bym usiadł na kanapie z kubkiem gorącego Kakao, otulił się kocykiem, albo już w ogóle zajebiście by było gdyby Paulina była obok mnie... Ale nie, mam wrażenie, że taka sytuacja nigdy nie będzie mogła mieć miejsca.


Chyba wiem co jest - brakuje mi towarzystwa. Siedzę cały dzień przed tym  no i potem tak jest. Mam to pewnie po mamie...


#49 - Świąteczna 2011-12-29

Chcąc napisać notkę sylwestrową, muszę najpierw zakończyć rozdział tegorocznych świąt...


Dzień przed Wigilią dowiedziałem się, że choinki nie będzie, bo rodzicom nie chce się stroić choinki. WHAT THE FUCK?! O ile rozumiem święta bez prezentów, o tyle choinka musi być.


W Wigilię zawziąłem się w sobie - wstałem dopiero o 11. Ale od razu jak tylko się ogarnąłem, odkurzyłem pokój i zacząłem rozstawiać choinkę. Nie wyszła jakoś oszałamiająco, ale była. Zielony symbol świąt. Odkurzyłem drugi raz, bo świąteczne ozdoby wesoło porozwalały mi się na dywanie.


W ciągu dnia dostałem jeszcze ze 3 sms'y z krótkim "Wesołych Świąt", ze dwie wiadomości na GG o podobnej treści, o dziwo nic a nic na NK/Facebooku. W neutralnym nastroju dotrwałem do wieczora, aż całą rodzina będzie w domu i potrawy będą gotowe. Nie czekaliśmy na pierwszą gwiazdkę, te czasy już minęły.


Zanim przystąpiliśmy do jedzenia, wysłałem jeszcze sms'a do Oli, też lakoniczne "Wesołych Świat". W odpowiedzi dostałem coś, co po prostu muszę tutaj zacytować, żeby nie przepadło mi kiedyś na telefonie:


"Wesołych:*
zycze CI zebys wydostal sie ze
swiata w ktorym zyjesz i zebys
w swoim domu co roku mial choinke,
prezenty i prawdziwa wigilie."


O mało bym się przy tym wigilijnym stole nie popłakał. Naprawdę. To są naprawdę życzenia prosto z serca i mam nadzieję, że gdy za rok będę pisał podobną notatkę, będę mógł się tym wszystkim pochwalić.


Reszta świąt minęła mi głównie na jedzeniu - chudy jestem (58,5 kg) to trochę masy nadrobię.


Teraz aby do sylwestra, a potem? Potem oby z takim samym humorem jak do tej pory.


#48 - Mroźnie 2011-12-21

To już chyba czas na świąteczna notkę? Nie mam ochoty pisać jak to wyglądają święta Bożego Narodzenia w moim domu. To znaczy niby normalnie, ale jednak jest to taki czas, kiedy człowiek bardziej zastanawia się nad pewnymi sprawami.


Czytam swoją notkę sprzed roku, ahh... Dobrze pamiętam opisaną tam sytuację ;D  Teraz staram się właśnie z takich sytuacji czerpać chęć do życia, no i jak na razie się udaje. Właściwie Od zeszłego poniedziałku dopiero, ale wszystko ma swój początek.


Wyzdrowiałem i mam się dobrze.


Śnieg spadł, jest zimno, ale jutro ostatni dzień szkoły i już właściwie nie muszę wychodzić z domu. Na pewno będzie taka sytuacja, że jednak znowu zderzę się z tym chłodem, ale to już niezależne ode mnie, wiec się nie przejmuję.


Plany na święta? Co miałem zrobić, to zrobiłem, choć została mi jeszcze jedna sprawa, ale to wszystko nie zależy ode mnie...


Nie, życzeń żadnych nie dostaniecie, drodzy czytelnicy.


O Sylwestrze może napiszę następnym razem.


#47 - Depresja; list 2011-12-14

Dwa tygodnie od ostatniej notki. Tyle się wydarzyło, a mimo to musiałem się przemóc do zaczęcia tej notki.


No tak, z początkiem Grudnia dopadła mnie straszna depresja. Niby wcześniej bywałem smutny i przygnębiony, ale to już było totalne dno. No bo iść spać z myślą "Pierdole, nie chcę się rano obudzić"... Czemu tak? Czasem człowiek po prostu musi się wypłakać. W każdym razie ponoć "od dna można się już tylko odbić". I tak właśnie jest - płynę w górę, do światła.


Przestałem przejmować się rzeczami, na które nie mam wpływu. Bo w sumie jestem człowiekiem, który chciałby pomóc wszystkim, ale nie wszystkim może.


W zeszłym tygodniu byłem na poczcie. Po Kopertę i znaczek, bo wykoncypowałem (cholera, takie słowo jest w słowniku) sobie, że napiszę list do Pauliny. Aaaaa, jak romantycznie... W każdym razie będąc na poczcie przy okienku, powiedziałem do będącej tam pani: "Kopertę i znaczek", "Tak, normalną kopertę". Co dostałem? Kopertę i znaczek. O tyle ciekawiej, że koperta faktycznie była normalna, za to na znaczku było serducho i napis po środku "Kocham Cię". W tym momencie wzrósł mój podziw do osób pracujących na poczcie. Wyprzedzili nawet kierowców autobusów.


Tak wyszło, że dopiero w poniedziałek wysłałem no i jakoś tak niedługo powinien dotrzeć. Mam nadzieję, że pomimo pustego pola "nadawca" będzie wiedziała od kogo to.


I właśnie w poniedziałek, po raz pierwszy byłem w domu Pauliny, tak sam na sam w jej pokoju.  Właściwie to w drodze do niej wsadziłem list do skrzynki.


Jak tam byłem, włączyliśmy sobie film, "RED", położyliśmy się na łóżku... Można powiedzieć, że spełniło się takie moje marzenie, żebym leżąc w łóżku mógł się odwrócić i zobaczyć jej twarz.


Na koniec wspomnę, że jestem chory, ogólne osłabienie organizmu i od jakiegoś czasu nie chodzę do szkoły. Może już jutro pójdę, zobaczymy.


#46 2011-12-01

1 Grudnia a śniegu nadal nie ma. Świetnie. Mokro, brudno, zimno i ślisko - tak zawsze jest, gdy spada śnieg. No i jak się idzie rano do szkoły to nieodśnieżone nigdzie i pchaj się przez zaspy.


Kiedyś lubiłem zabawy w śniegu. Cały dzień spędzało się na dworze, zjeżdżając nawet z tych najmniejszych górek. Na sankach, na desce, na dupie...
Kiedyś było inaczej.


Grudzień... Święta, prezenty, ciepłe kakao.


W piątek o ile będzie kasa, wybiorę się do Centrum Handlowego (szok, mam coś takiego w okolicy) bo Mikołajki niedługo. No i w ogóle mój niecny plan. Parę planów.  Dobrze, że w niektórych sprawach jestem uparty. Przynajmniej je doprowadzę do końca.


 


Dopiero czwartek? Nie wiem skąd u mnie ten totalny brak siły, chęci, i motywacji do życia. Wstaję rano bo wstaję, ale dlatego, że ustawiam głośność budzika na największą. Przez ułamek sekundy zastanawiam się nad swoim życiem i wtedy jeszcze bardziej mi się nie chce. Naiwny byłem myśląc, że dam radę każdego dnia wstawać z uśmiechem na ustach. Tak się nie da.


 


Mam tyle do przekazania, ale wychodzi to potem w tak chaotyczny sposób.
W każdym razie kiedyś wszystkim wygarnę, co o nich myślę. I się skończy dzień dziecka.


#45 - Zasady 2011-11-27

-Ty taki porządny jesteś? Nie wierze...
-Ja też nie.


Kolejny weekend i kolejna impreza. Osiemnastka kolegi na wynajętej sali. Fajnie, przytulnie, w gronie znajomych.


Dlaczego w ogóle zaczynam tą notkę? Żeby pamiętać, jaki kiedyś byłem. Z resztą jak teraz przypominam sobie wczesne notki to śmiać mi się chce - to przecież ja, to moje wspomnienia, moje słowa.


Dlaczego wczorajszy dzień wymaga zapamiętania? Ano właśnie dlatego, że Paulina zaciągnęła mnie do takiego "składziku".  Ale że już trochę wypiła, odsyłam do początku notki. Nie jest to sytuacja, której żałuję, że nie "skorzystałem z okazji". Wręcz przeciwnie, jestem z siebie dumny.


Jak w ogóle minął ten wieczór/noc? No, właściwie to tak się już dawno (o ile kiedykolwiek) nie bawiłem. Pierwsza godzina bezalkoholowo, a jednak co chwile się śmialiśmy. Potem zaczęło się picie, ja tym razem kulturalnie, czym totalnie zszokowałem otoczenie. Jakoś czas tak fajnie leciał, niektórzy zaczęli się zbierać, inni jeszcze zostawali. Coś po 2 w nocy i Paulina opuściła imprezę. Miała jechać taksówką i w ogóle... To teraz ma pretensje, że jej nie odprowadziłem... Nie wiem, chyba szła na piechotę do domu... Chyba słusznie się na mnie gniewa, no ale nic nie mówiła żebym z nią szedł. No i dzisiaj wzbudziła u mnie wyrzuty sumienia, czego wybitnie nie lubię. Człowiek siedzi przy niej, opiekuje się, dba, pozwala jej zasnąć na swoim ramieniu w momencie, gdy reszta w najlepsze się bawi, nie wykorzystuje 'okazji', a na następny dzień dostaje wyrzutami sumienia w twarz. A potem mam ochotę uderzać głową w ściane.


Ale mniejsza. Jak już poszła, to potem jeszcze paru ludzi poszło, i w sumie zostało nas tam 3 'aktywnych'. DJ ledwo się trzymał, niepijący kolega też jakoś słaby siedział koło niego, znajomy spał a jego luba opiekowała się nim. "Słodko" to wyglądało, bo ona naprawdę się o niego martwiła.


W każdym razie dopiero wtedy wyszedłem na parkiet, i się zaczęło. Co się zaczęło, to raczej nie będę opisywał, bo nie widzę takiej potrzeby ;D


Przynajmniej fajnie było, zszedłem z parkietu ostatni.


To chyba tyle, nic nie przychodzi mi już do głowy, a więc przekazałem wszystko, co chciałem. Następna notatka raczej nie prędko, nie widzę w najbliższej przyszłości żadnych zaplanowanych wydarzeń, które bym chciał opisać.


#44 - "Wściekły Pies" 2011-11-20

"Wściekły Pies" - i nie mam tutaj na myśli żywego zwierzęcia - to nazwa... Drinka? O tym kawałek niżej.


35 godzin bez snu. Dlaczego? Wszystko zaczęło się we środę, gdy kolega oświadczył, że robi ognisko u siebie na ogródku. No super fajnie, impreza towarzyska wysokoalkoholowa no i biorąc pod uwagę towarzystwo nie mogłem wykluczyć obecności zioła. No nie mogłem przegapić.


Zważywszy na to, że jestem już po tej imprezie, to nawet cieszę się, że Paulina nie chciała iść.


Sobota ranek, wstaję koło 8. Autobusem o 16 pojechałem na odpowiedni przystanek i już zaczęły się problemy. Za telefonie (minus) -1zł, więc możliwości kontaktu z kimkolwiek nie miałem. No dobra, wskazówka kolegi (a przynajmniej tyle, ile zapamiętałem): "200 metrów od przystanka takie duże czerwone...". Czerwone co... Płot lub budynek, okej. W sumie z godzinę krążyłem aż w końcu jeden z "biesiadujących" zadzwonił. W sumie gdyby nie zadzwonił to miałem upatrzony jeden dom, do którego miałem kulturalnie zapukać, i jak się okazało, trafiłbym na właściwy.


Doczłapałem się na piętro, a w mieszkaniu dostałem chmurą przypraw o smaku papryki (do grilla). Się okazało że jest organizator, jeden znajomy i ja jako trzeci. No okej, skoro już jestem.


Przysiadłem przy biurku a na nim buteleczka Tabasco, sok zagęszczony no i litr 50% wódki.
"Wściekły Pies" to kieliszek, do którego nalewamy trochę soku, dolewamy wódki tak, aby się nie zmieszała z sokiem i dokrapiamy sosem Tabasco.


No, zależnie od ilości Tabasco piecze w gardle mniej lub bardziej. Tak właściwie średnio smakuje.


Co dalej? Zioło. Pełna kultura, lecimy po zegarze, ja ostatni (z pożytkiem dla mnie, bo koniec taki "spokojny"). Ostatni, drugi, no i czas, żebym zaczął. No dobra, jakoś specjalnie nic nie czuje, to czemu by nie. Zaciągam się, kolega mnie jeszcze "dopinguje", że mam się bardziej zaciagnąć do płuc i przytrzymać. Okej. Po chwili myślałem że tam zemdleje. Na szczęście nauczony życiem usiadłem grzecznie na łóżku, głowa w dół i podtrzymuje świadomość. W międzyczasie zaczęło się jedzenie kiełbasek (no tak, miało być ognisko, a wyszedł Grill Elektryczny). Jak już trochę bardziej doszedłem do siebie to mówię koledze, żeby mi podał mój talerz, no i zacząłem coś tam jeść.


Organizatorowi wzięło się na opowiedzenie dowcipu. No to słuchając maczam sobie kiełbaskę w keczupie no i jem i to było mniej/więcej tak (przeczytajcie dla spójności dalszych wypowiedzi) :
"-Idzie Polak, Rus i Niemiec przez las i napadają ich Indianie.
Rusek rzuca, nie trafia, zostaje zabity. Niemiec rzuca, nie trafia, zostaje zabity..."
Odrywam wzrok od talerze i się tak patrze na kolegę. On kończy kawał i zaczynają się śmiać. A ja się na nich patrzę jak na idiotów bo się w środku żartu normalnie wyłączyłem. Nawet nie wiem kiedy, widelec mi nie wypadł z dłoni czy cokolwiek, po prostu taki nagły przeskok.


No nic, fajna faza. Dalsza część dnia minęła nam na "Wściekłych Psach" (Dałem sobie spokój po czwartym), na graniu w Tekken'a 5 na PS2, obejrzeliśmy najnowszego Batman'a. Nie wiem, ale jakoś nam zleciało od tej 17 do 6 rano a potem do 12 rano.


Impreza zaczęta [Sobota 17:00], w domu byłem [Niedziela ~13:00]. I nie zmrużyłem oka od sobotniego poranka aż do teraz.
Jeeestem zajebiiistyyyy.


Co dalej? Poniedziałek, 7:10 pierwsza lekcja, dam radę. Próbne matury, a więc Wtorek-Czwartek później zaczynam, Piątek przeboleję no i znowu Weekend. Kolega robi Osiemnastkę na wynajętej sali, inny kolega ma 0.7L Absynta (taka wódka co zamiast 40% ma 80%). Ale to już na spokojnie.


Byle do tej Soboty, 26 Listopada, a potem już chyba nawet GG nie będę włączał. Nie widzę żadnych perspektyw na jakiekolwiek "eventy".

Do następnej notki.


44 Notatki,
19 Komentarzy,
3530 Odwiedzin.


#43 2011-11-04

"It's Friday Friday..." - Piątkowe popołudnie zachęca do śpiewania tego jakże cudownego i ogólnie znanego hitu Rebecci Black o jakże niejednoznacznym tytule... "Friday".


Ale ja nie o tym. Dzisiaj między innymi o tym, jak rano wstać.
Budzimy się o tej 7:00, wyłączamy budzik i leżymy w łóżku... To jest najgorsze, bo wtedy do głowy przychodzą takie myśli, jak: "A może odpuszczę sobie pierwszą lekcję...", "A może w ogóle odpuszczę sobie szkołę dzisiaj...". Co musimy zrobić? Wstać mimo wszystko. Zawsze rano, gdy dopada mnie "Nie chce mi się", myślę sobie "nie ważne co mi się chce, trzeba wstać". Bo potem to już właściwie z górki, konkretnie obudzony i z piosenką na ustach mogę przetrwać.


Dzisiaj się udało - Szkoła zgłosiła się do jakiegoś konkursu o parlamencie, w związku z tym mała ekipa ludzi miała nagrać wywiad z pewnym posłem. A że nakręciłem reklamę szkoły, to uznano, iż idealnie nadaję się do roli operatora kamery. Świetnie, dwie lekcje i jedziemy. Moja akcja ograniczyła się do: rozstaw stojak, umieść kamerę, ustaw, włącz. Skończyliśmy już o 12:30, ale, że lekcje do 16 (i wszystkie usprawiedliwione przez wychowawcę) to już koło 13 byłem w domu.


Dziś pożegnam się z laptopem, czas go oddać. A przyzwyczaiłem się już do tej klawiatury, do touchpada i w ogóle do nocnych seansów filmowych.
A skoro mowa o filmach - "Transformers 3". Dwie i pół godziny oglądania, aczkolwiek jak ktoś ma możliwość to warto obejrzeć. Pierwsze sceny nie ogarnąłem, bo zachciało im się niechronologiczne pokazać film... Ale potem jakoś poszło, aż do końcówki... I w tym momencie napadła mnie refleksja - czy ja już kurde nie widziałem czegoś takiego? Mam takie "Deja vu"... Że coś takiego już widziałem... Musiałem kiedyś oglądać film z podobnym motywem. Mniejsza o to. Miałem sobie jeszcze obejrzeć tych Piratów z Karaibów, ale dzięki uprzejmości Aleksandry, i streszczeniu mi całego filmu w jednym krótkim zdaniu, przeszła mi ta chęć.


Co u mnie? Jestem z siebie w miarę dumny, zacząłem porządnie ćwiczyć (pompki, brzuszki). No i od około dwóch tygodni nie tknąłem alkoholu! Taki mini-sukces, bo dzisiaj idę do Pauliny, a jutro nagrywamy sceny do filmu na  projekt Antynikotynowy. Film wyjdzie świetny i podzielę się nim z Wami (ktoś oprócz Oli czyta tego bloga? Bo jej to bym wysłał na gg i mam spokój Tongue out). Chociaż nie, zrobię to i tak wstawię, dla potomnych.


I to chyba w sumie tyle co chciałem przekazać. Ten blog jest jak myślodsiewnia z Harry'ego Pottera - mam teraz czysty umysł i mogę dalej funkcjonować na normalnym poziomie.


stat4u
e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]